Fundacja pomocy zwierzętom  Chow-Chow  
               
   Nasze adoptusie        Chow w potrzebie        Wirtualni           Tymczasowi        Darczyńcy    Sprawozdania

 

   Strona główna      Barbara Przygoda
 
                                                     

 

Witam,

Nazywam się Barbara Przygoda i z Fundacją związana jestem od roku, od kiedy zamieszkał z nami adoptuś Simba.

Zawsze kochałam zwierzęta wszelkiej maści i miałam szczęście wychować się w domu gdzie zwierzęta były i są mile widziane. Na początku były świnki morskie i papużki faliste, pierwszy pies pojawił się w domu gdy chodziłyśmy z siostrami jeszcze do podstawówki. Był to Poko, bokserek wyrzucony z samochodu na chłód prawdopodobnie przez swojego właściciela. Weterynarz ocenił go na 7-8 lat i rozpoznał raka. Dzięki trosce i operacjom dożył u nas sędziwego wieku.  Poko był wiernym psem, wdzięcznym i kochającym całą rodzinę oraz każde stworzenie, które później trafiało pod nasz dach. Nigdy nie zapomniał, że to babcia pierwsza udzieliła mu schronienia i zawsze kiedy ją widział był gotowy zrobić jej „peeling twarzy” swoim jęzorem.  Żył w komitywie z żółwiem stepowym,  z którym spał na jednym posłaniu, kocicą, której „bawił” małe oraz szczeniakiem Kajem . Poko był bity w poprzednim domu, co stwierdził weterynarz, też do końca swoich dni panicznie bał się rury od odkurzacza. Być może znudził się poprzedniemu właścicielowi albo też nie chciano wydawać pieniędzy na jego leczenie, po prostu wyrzucono go jak zbędną rzecz . Ten uroczy bokserek skradł serca całej naszej rodziny, niestety rak zaatakował ponownie… 

Gdy był u nas Poko pojawił  się szczeniak Kaj – basset hound, był on kolejny w miocie i wyznaczony do „likwidacji”. Znajomy mamy znając jej miłość do tej rasy uratował go przyprowadzając go do nas do domu. To była rozpuszczona bestyjka, ciężko było jednak oprzeć się jego urokowi, tym długim uszom i „smutnym” ślepiom.  Kaj był psem dominującym, z perspektywy czasu widzę jak wiele błędów w wychowaniu rzutowało później na nasze wspólne życie i wiem, że pracy z psem nie można zaniedbać, nawet jak robi słodkie oczęta trzeba być konsekwentnym... Wierzę, że dzięki odpowiedniemu podejściu i wyznaczeniu granic udałoby się opanować  jego wycie gdy zostawał sam, wieczne zwiewanie z domu i „głuchotę” na spacerach. Kaj miał mocno rozwinięty instynkt myśliwski i wieczny głód był jednak kochanym psiakiem, uwielbiał się przytulać, bawić i był przyjacielem całego świata. W tym czasie mieliśmy już rybki, nimfy i innego rodzaju ptactwo.  Gdy ptaki fruwały po domu Kaj nie reagował, nawet gdy przysiadywały lub chodziły mu po grzbiecie. Niestety Kaja też dopadła choroba, przeżył z nami wiele szczęśliwych lat.

Kaj po odejściu Poka był przez jakiś czas sam dopóki pod nasz dach nie trafił chow-chow Bazi. Bazi miał dwa lata gdy zamieszkał z nami, początki nie były łatwe bo trzeba było dodatkowo kontrolować psie relacje. Psy bardzo różniły się temperamentami, Bazi nie lubił gdy Kaj „szalał”, gdy w zabawie warczał lub szczekał Bazi był zaraz obok. Z czasem jednak wszystko się między nimi unormowało. Bazi był bardzo wycofanym psem, na jego zaufanie musieliśmy długo pracować. Z początku bardzo obawialiśmy się o niego bo był bardzo osłabiony a dodatkowo nie chciał jeść, cały dzień spędzał zrezygnowany i bez kontaktu.  Do końca został mu lekki dystans do ludzi, zwykle całe dnie spędzał na drzemaniu i z bardzo z rzadka nachodziła go ochota na pieszczotki, nie potrafił też się bawić. Był indywidualistą ze swoim własnym światem. Chowkowy charakter najbardziej okazywał na spacerach,  bo nie miał zamiaru chodzić w deszczu, tym bardziej po kałużach więc  zapierał się z całych sił by nie wyjść na dwór. Zaakceptowaliśmy go takim jaki był a on też nauczył się żyć w naszej rodzinie.  Również jego na starość, na koniec zabrała choroba.

Teraz jest z nami Simba, chowek po przejściach. Dopiero po roku mogę śmiało napisać, że teraz w pełni  odnalazł się w relacjach z całą rodziną. Jestem mile zaskoczona, że po tylu perypetiach wciąż ufa człowiekowi. To cudowny pieszczoch i niezły cwaniak. Metraże dzieli z dwoma świnkami morskimi,  parą papużek falistych i rozelią białolicą. Bez problemu akceptuje „stado” pomimo, iż poza domem na ptaki potrafi zapolować, w domu nie przeszkadza mu ich fruwanie ani też wolne biegi świnek, jest ok. Akceptuje też inne psy w rodzinie, w tym Lusię, mix-chowkę rodziców również zaadoptowaną z fundacji w niedługim czasie po Simbie. 

W fundacji pomagam jak mogę,  m.in. ogłaszam chowki do adopcji, prowadzę ich bloga a od niedawna przejęłam allegro. Kogo mogę zachęcam do chipowania pupili i adopcji, staram się też propagować ideę sterylizacji i walczyć ze stereotypem, że suka powinna mieć przynajmniej jeden miot w życiu. Zwolennikom tej teorii polecam rzetelną rozmowę z weterynarzem. Jest pełno niechcianych zwierząt (nie mówię tu tylko o psach i kotach), osobom bezmyślnie rozmnażającym zwierzęta brakuje refleksji skąd to zjawisko, czemu schroniska są przepełnione. Innym aspektem jest przedmiotowe traktowanie zwierząt i wyrzucanie ich na bruk gdy się znudziły jak zużytą zabawkę lub gdy wyrośnięty szczeniak „nie spełnia oczekiwań”.  Uważam, że każda osoba biorąca pod swoją opiekę zwierzę powinna być świadoma, że zwierzę to przede wszystkim odpowiedzialność. Często widząc zwierzę/psa w potrzebie chcemy pomóc, kierujemy się emocjami bo współczujemy i kochamy zwierzęta. W tej chęci pomocy musi być jednak rozsądek bo nie rzadko zdarza się, że psy wracają z adopcji . Niektórych pomimo dobrych chęci sytuacja przerasta. Uważam, że nie ma nic gorszego dla psa niż gdy już wydawało by się , że ma swój dom, miskę, kochającego opiekuna i to traci. Wpierw należy zastanowić się czy mamy odpowiednie warunki do adopcji, czy podołamy temu wyzwaniu. Czy jesteśmy gotowi poświęcić swój czas na budowanie relacji z psiakiem, które czasami może trwać długo i nie być łatwe. Psy do adopcji zwykle nie zaznały zbyt dużo dobrego od ludzi, wymagają odpowiedniego prowadzenia i pracy z nimi, obserwacji zachowań i korygowania niewłaściwych. Przed decyzją o adopcji konkretnego psa warto poczytać o rasie (jeśli pies reprezentuje cechy zbliżone do danej rasy) i dowiedzieć się jak najwięcej od opiekuna o charakterze i zachowaniu psa, nie ignorować żadnych informacji. Po przywiezieniu psa do domu trzeba dać mu czas „ochłonąć” i zaaklimatyzować się, nawet dla człowieka nagła zmiana otoczenia może być szokiem i potrzeba czasu by przyzwyczaić się do nowej sytuacji.  Wyjdźmy więc ze zrozumieniem wobec doświadczonych „braci naszych mniejszych”.

Mam nadzieję ,że nikogo nie zanudziłam bo o zwierzętach mogę mówić/pisać bez końca J
Zachęcam do zapoznania się z fundacyjnym forum gdzie szerzej opisane są historie psiaków w potrzebie i tym, którym udało się pomóc. Jeszcze raz zachęcam do adopcji. Osoby pragnące pomóc
a jednak z różnych przyczyn nie mogące być domem stałym bądź tymczasowym zachęcam do adopcji wirtualnej, pomocy w transporcie zwierzaków, zakupów fantów na allegro i bazarkach, wsparciem w postaci karmy czy szelek.

Liczy się każda pomoc.