Fundacja pomocy zwierzętom  Chow-Chow  
               
   Nasze adoptusie        Chow w potrzebie        Wirtualni           Tymczasowi        Darczyńcy    Sprawozdania

 

   Strona główna      Beata Barczykowska
 
 
 

        Moja miłość do Chow Chow zaczęła się już w dzieciństwie.

Często na spacery chodziłam w okolice, gdzie po ogrodzonym terenie biegało kilka rudych kulek, takie małe lwy .

Dziś wiem że to były miśki z hodowli Chines.

Nigdy jednak nawet nie marzyłam, że sama będę właścicielką takiego cudnego psiaka.

   Przyszedł czas, że po wielu przeprowadzkach dostaliśmy mieszkanie od miasta , a mąż za namową moją , 7-o letniego syna i 5-o letniej córki zgodził się na psa.

Ze względu na alergię dzieci wybraliśmy yorka.

Poszukiwania trwały kilka tygodni, zbieranie kasy również.

Któregoś pięknego dnia poszliśmy w odwiedziny do mojego kuzyna, który ok. 2 tygodni wcześniej kupił psa swojemu synowi .

W chwili gdy weszliśmy do mieszkania kuzyna , przywitał nas mały niedźwiadek. Kiedy dzieci zobaczyły to małe cudo, nie było mowy o innym psiaku.

Po powrocie do domu syn stwierdził : „jesteście nie OK”, gdyż obiecywaliśmy mu psa już dawno , a tu taki klops. jego kuzyn ma psa i to takiego jaki mu się zawsze marzył , a on nadal nie.

Nie odzywał się do nas 2 dni. Córka nie chciała nawet słyszeć o innym psie,. Niby takie małe te moje dzieci, ale muszę przyznać że potrafią narobić rabanu.

Zaczęliśmy rozmawiać z mężem, poczytałam w Internecie o tym że chowy nie uczulają jak inne psy, nie gubią sierści itp., w końcu udało mi się go przekonać do czarnego chow chowa.

Poszukiwania trwały 2 dni, znalazłam masę ogłoszeń z chowkami, ale rudymi .

Ponieważ z natury jestem narwana, a za chwile miały być święta Bożego narodzenia, chciałam zrobić dzieciom prezent pod choinkę, a tak między Bogiem, a prawdą chyba najbardziej sobie, zgodziłam się na rudego.

Znalazłam kilka ogłoszeń z psiakami za 500 , 600zł - piękne futra, fioletowy jęzor, cudne. Padło na psiaki z okolic Radomia. Ponieważ auto odmówiło nam posłuszeństwa (na ponad 2 tygodnie, jakby zrządzenie losu) , zadzwoniłam do przyjaciółki (miłośniczki rottweilerów) która mieszka w Warszawie i poprosiłam ją o pomoc. Miała pojechać, kupić i przekazać psiaka innemu przyjacielowi, który akurat miał wracać w wigilię do Jeleniej Góry przez Warszawę. Kasia zaczęła zadawać dziwne pytania :”z jakiej hodowli?”, „czy maja szczepienia?” , czemu takie tanie?” . Zaczęłam jej tłumaczyć (jak większość laików) że nie chcę rodowodu bo: mnie na niego nie stać, nie będę jeździć na wystawy, to ma być pies do kochania, a nie na pokaz, itp. Dostałam od niej taki opiernicz, jakiego nigdy w życiu nie dostałam od nikogo. Już nie pamiętam ile czasu tłumaczyła mi znaczenie rodowodu i historii biednych psów, które są rozmnażane dla kasy. Kiedy wytłumaczyłam jej, że zwyczajnie pies z hodowli z rodowodem kosztuje 3 razy tyle ile mam, (a to co miałam było tez pożyczone od mamy) obiecała pomóc. Rozłączyła się i zadzwoniła po 15 minutach. Podała mi numer telefonu mówiąc: „ Dzwoń i powiedz tej Pani ile masz, ja resztę spłacę w ratach. To będzie prezent dla mojej chrześnicy” (mojej córki).

Zadzwoniłam , Pani M. zgodziła się na wpłatę 50% z dowozem do domu, a reszta tak jak mówiła Kasia w ratach.

Wieczór przed wigilią, ok. 23 przyjechał hodowca (jechał ok.600 km)  z moją małą kuleczką, CZINĄ

Dzieci już spały, choć muszę przyznać nie było łatwo je zagonić do łóżek.

Sunia o czarnym pyszczku i błyszczących oczach przebiegła po mieszkaniu , a gdy podeszła do mnie siedzącej na podłodze, polizała mnie po kolanie. To była miłość od pierwszego liźnięcia. Rano powitała dzieci szczekaniem i packaniem łapą po kolanach.

W te święta będzie 3 lata jak jesteśmy razem. Dzieci kochają nasze uparte, puchate szczęście bardzo, a ona kocha je , co widać gdy wracają ze szkoły czy z odwiedzin u dziadków.

 

   Od 2 lat pomagam w Fundacji jako wolontariuszka , zajmuje się głównie allegro , ale jak trzeba jadę po nasze bidy nawet 600km ,

czasem jako transport ponad 1000.

             Dlaczego??

Kocham moje Futro jak nikogo, oczywiście w kolejności po dzieciach i mężu . Jest jak członek rodziny.

Kiedy się patrzy na cierpienie kogoś .kogo się kocha, albo jemu podobnym , nie można przejść obojętnie. Każde stworzenie potrzebuje miłości i szacunku. Uratowaliśmy już wiele ŻYĆ, a dzięki takim udziom jak Kasia, tłumaczącym jakie konsekwencje może przynieść bezmyślne rozmnażanie zwierząt dla kasy, możemy uratować ich więcej.

Dlatego pomagam , dlatego kocham te stworzenia, za miłość , wierność i wdzięczność jaką potrafią okazać.
                                                                                     
 
                                                          POMÓŻCIE NAM POMAGAĆ

Bo nic nie przynosi takiej satysfakcji, jak fakt, że ktoś ŻYJE , lub po prostu żyje lepiej, dzięki TOBIE.

Z pozdrowieniami Beata i Czina .