Fundacja pomocy zwierzętom  Chow-Chow  
               
   Nasze adoptusie        Chow w potrzebie        Wirtualni           Tymczasowi        Darczyńcy    Sprawozdania

 

   Strona główna      Coffee

   

Na trasie na Łódź została znaleziona ok. 4 letnia sunia chow-chow,
musiała zostać przewieziona do schroniska.
 Nie jest agresywna, choć zachowawczo reaguje nieufnie, jak się chce ją pogłaskać odsuwa głowę.
Jest bardzo chuda i apatyczna, bardzo zły stan sierści, ale je, zjadła od nas jedzenie, i wyszła z boksu, chodziła koło nas.
Ma bardzo zły stan oczu.
 

    Podróż była zupełnie bez problemów.  Dziewczynka często siusiała, ale umiała zasygnalizować, że chce siusiu. Jest bardzo spokojna i pokorna.  Mam wrażenie, że jest wycofana i zrezygnowana.  A może po prostu bardzo cierpi.
Misza, Scarlet i Tabia to były szkieletory, ale Coffee to koszmar!  Mogę ją objąć w pasie dłońmi, widać każde żeberko.
Postanowiliśmy trochę nadłożyć drogi i już dzisiaj byliśmy w klinice.
Na początek dobre wiadomości- ma piękne, mocne zęby i nie jest odwodniona.  Waży 17kg (jest grubej kości i to te kości tyle ważą).
Teraz lista dolegliwości.  Wyniki badania krwi wskazują na stan zapalny.  Ma robaki.  Uszy w fatalnym stanie.  W prawym uchu masakra.  Oczy z poważnym stanem zapalnym spojówek, rogówki zabliźnione, powieki górne i dolne podwinięte i opuchnięte.  Sunia w tej chwili nie widzi ale jest szansa, że po leczeniu i operacji będzie widziała kontury.
Lewa komora serca- wyczuwalne szmery.
Pęcherz i nerki- stan zapalny.
Stawy biodrowe trzeszczą, jak drzwi od starej szafy.
Ponadto była prawie na śmierć zagłodzona.
Pazury długie i pozakręcane, opuszki obolałe.

Dostała antybiotyk i miała zamrożone rogówki. Do domu dostałam pół apteki i następną wizytę mamy we wtorek.
Teraz muszę ją szybko wzmocnić i odkarmić. Jak będzie silniejsza i zlikwidujemy stany zapalne będziemy korygować powieki, a potem bierzemy się za stawy.

Przy tym wszystkim sunia była tak spokojna i cierpliwa podczas badania, kłucia , czyszczenia uszu, że to aż niewiarygodne. Nawet nie warknęła ani nie próbowała uciec ze stołu.
W domu dałam jej troszkę gotowanego indyka z marchewką i ryżem. Musi jeść często malutkie porcje.

Jak już odsapnęłam po podróży to łzy mi same poleciały. Jak można było zwierzaka doprowadzić do takiego stanu i wyrzucic na ruchliwą jezdnię?
 
           A ona głupia czekała, czekała, czekała....
 

Po wielomiesięcznej kuracji Coffee jedzie do nowego domu.
Coffee całą drogę słodko pochrapywała, na całym tylnym siedzeniu.
Pierwsze co zrobiła po wejściu do mieszkania, to wsunęła michę jedzenia, potem obeszła całe mieszkanie i obwąchała każdy kąt, nasłuchując wciąż o czym rozmawiamy , po około 10 minutach podeszła do mnie i położyła łepek na kolanie , wymiziałam ją za uchem, aż zamruczała, odebrałam to jako podziękowanie za przywiezienie jej do "DOMU", wierze że nigdy nie zapomni Pani Iwonki i Pana Zbyszka, ale tam czuła się jak u siebie.
Po mizianku cioci Beci, znów spacerek po mieszkaniu i wędrówka pod kolana Pani Danusi, kiedy Pani Danusia zaczęła ją miziac za uszkiem i mówić do niej, że będzie jej już dobrze, że to jej domek, że jest śliczna itp. Coffee zamruczała jak prawdziwy chow i zaczęła merdać ogonkiem.
   
                                                                               
I tak zamieszkała z p. Danusią.
 
 
''Odeszła cichutko,spokojnie. Nasza piekna chowkowa księżniczka. Odeszła 09.10.2012roku wieczorem ok.19,30. Byliśmy przy Niej do końca. Dołączyła do mojego Męża i Miśka i będzie szczęśliwa bo na to zasługuje. Jak na razie pozostajemy we łzach, smutku, żalu z pytaniem-dlaczego tak szybko. Dala nam nasza COFFUNIA TYLE SZCZĘŚCIA,MIŁOŚCI ,UŚMIECHU I ODDANIA.JEJ PIĘKNO WSPÓŁGRAŁO Z JEJ CHARAKTEREM. Kochana Iwonko, z calego serca dzieki Ci za wszystko. Szczególnie za tą piękną Psiunię,która dała nam wiele miłości i dobroci.,,
 
Strasznie się czuję :-(
Jak zwykle pocieszam siebie , że ostatnie 2 lata miała cudowne.
Danusia była dla niej najlepszą, wręcz wymarzoną Pańcią.