Fundacja pomocy zwierzętom  Chow-Chow  
               
   Nasze adoptusie        Chow w potrzebie        Wirtualni           Tymczasowi        Darczyńcy    Sprawozdania

 

   Strona główna      Lusia
 
 
 
    
 
    Od 08.12.2012 sunia przebywa w lecznicy w Radomiu ,została potrącona przez samochód, błąkała się od kilku dni po Radomiu, w chwili obecnej  stan jest stabilny , nie ma obrażeń kończyn, natomiast prawdopodobnie w żołądku są ciała obce i jest ich dużo , wet twierdzi że najadła się kości, obserwują ją ,jeśli nie będzie wyjścia - będzie operowana.
 
 
                                               
 
 
     

09.12.2012 

Byłam dziś w lecznicy i widziałam sunię. Po potrąceniu przez samochód całe szczęście 'tylko' poturbowana, ale jest podejrzenie, że najadła się jakiegoś dziadostwa (kości) dlatego objęto ją obserwacją. Jest wychudzona i zaniedbana i

bardzo, bardzo wystraszona - jak by mogła wtopiłaby się w kocyk Wygląda na młodą, Pani weterynarz powiedziała, że może mieć ok 1,5 roku ale też może być nawet młodsza (poniżej roku). Ząbki i oczka ma piękne i zdrowe. Jestem w kontakcie telefonicznym, będę tam dzwonić jutro.

     

10.12.2012

Byłam dzisiaj z kolejną wizytą u suni. Taka bieda wystraszona w kącie leżała , za nic nie chciała wyjść z boksu.
Wcześniej dostałam telefon z kliniki, że potrzebują miejsca na kolejne biedy, a sunia w związku z tym zostanie odesłana do schroniska i trzeba ją szybko zabrać. Tak więc jutro zabieram ją na 'przechowanie' do mamy do czasu znalezienia jej domku stałego.
Byłyśmy z sunią na krótkim spacerku choć wpierw nie odbyło się bez przenoszenia i 'szurania' biedy po podłodze bo się tyłeczkiem zaparła, że na dwór za nic nie pójdzie (ze strachu).  Jednak już za drzwiami pewnie stanęła na wszystkich łapach, tylko ogonek podkuliła i starała sie schować gdzie się da. Cały czas trzeba było ją 'zachęcać' ale szła bez problemu, jak poczuła się odrobinę pewniej to nawet pobrykała ciutkę
Nie jestem ekspertem ale skóra i sierściuch nie wyglądają najlepiej, może na weekendzie uda mi się ją wykąpać i przeczesać troszkę.
Jest bardzo łagodna choć tak wypłoszona, że myślę, że raczej mało dobrego od ludzi zaznała.
   

11.12.2012

Dzisiaj 'trochę' się działo. Pojechałam po sunię do lecznicy bo miała być zabrana już do schroniska. Dostała książeczkę, komplet dokumentacji medycznej i chip'a. Sunia została wyleczona z babeszjozy, ale z tego co zrozumiałam, ze względu na leczenie, nie można jej jeszcze szczepić na wściekliznę itp., tymczasem dostała tabletki na robaki (podane dzisiaj po przyjeździe). Chyba ze stresu zwróciła w samochodzie a już poza tym ciężko było w nim wysiedzieć (co chwila wietrzenie), bo to za mało powiedzieć, że od niej śmierdzi... Kąpiel wg zaleceń dopiero za kilka dni więc trzeba będzie trochę wytrzymać.
Na duży plus, że wreszcie w wielkich bólach (niesamowitym skowycie) suni udało się wypróżnić, więc przynajmniej mniej już 'dziadostwa' w kiszkach.
Sunia ogólnie mi dużo dzisiaj 'piszczała'. Była tak przerażona, że ciężko było nawet dotrzeć z nią do samochodu, nie mówiąc już o jej wsadzeniu na tylnie siedzenie. Jednak w trakcie jazdy była nawet spokojna i leżała lub wyglądała przez szybkę. Potem, kolejna 'męczarnia' przy wysiadaniu z samochodu i wchodzeniu do mieszkania. Po prostu zachowywała się tak jakbym miała ją za chwilę porządnie zlać
.
W domu (dzięki szelkom- za bety i lekko do góry) udało się ją przesunąć do pokoju bo już na wejściu 'wbiła się' w szafkę kuchenną i nie chciała ruszyć. Ułożyła się zaraz przy stole, tak by być trochę 'z boku' ale wszystko mieć na widoku. Cieszę się, bo zaczynała łebek podnosić i obserwować co się wokół niej dzieje, wypiła mnóstwo wody i zjadła trochę karmy a nawet podniosła się i przeszła do kuchni
.
Udało się nam jeszcze wyjść później na spacerek jeśli można to tak nazwać bo sunia nawet nie przysiadła na cokolwiek tylko szukała miejsca gdzie się skryć
to w krzaki, to przy siatce i w momencie skulona na ziemi
do domu już potem lepiej weszła ale też jeszcze nie bez problemów.
Jak patrzę na nią to widzę jedno OGROMNE przerażenie. A taka łagodna jest do człowieka, do osób, które ledwo zna...
i takie piękne ma oczka jak spojrzy.
Wieczorem zadzwoniła mama, że były na kolejnym spacerku, że tym razem sunia wyszła i wróciła bez problemu a nawet zjadła trochę z ręki , a potem poszła na kocyk.
 
                             
 
 
 

13.12.2012

Mama mówi, że młoda zachowuje się jak szczeniak, do tego chce się bawić i próbuje brykać na spacerkach - zaczepia człowieka. Tymczasem podąża wszędzie za mamą tj. kuchnia - pierwszy pokój (bo dalej boi się iść-wciąż nie obejrzała wszystkich kątów). W porównaniu z pierwszym dniem gdzie 'okupywała' prawie cały czas jedno miejsce to i tak duży postęp. Bez problemu wychodzi już na spacerki, 'grubsze' robi już solidne bez problemu ale jakoś mało siusia
Do tego zaczyna poszczekiwać zwłaszcza jak mama 'zniknie jej' w innym pomieszczeniu.
Dziś też wyłożyła się na pleckach i dała brzuszek do miziania
Dodam jeszcze, że zostawała już na trochę sama w domu i nic nie zniszczyła ani nie było wszyscy wiedzą jakiej 'niespodzianki' na podłodze.

Zapowiada się na bardzo mądrego, pełnego energii i oddanego psiaka
 
 
 

16.12.2012

. Chciałabym poinformować wszystkich, że sunia ma już imię i STAŁY DOMEK!
Lusia zostanie z moimi rodzicami. Będzie bardzo kochana i otoczona serdeczną troską.

Wczoraj została wykąpana, a dziś wyczesana. Wszelkie zabiegi znosi cierpliwie. Wygląda o niebo lepiej.

Wreszcie zjadła jak należy bo do tej pory tylko odrobinę pojadała. Jest umówiona do weterynarza na czwartek, na szczepienie i wizytę kontrolną. Lusia wykazuje dużo subtelności wobec domowników. Jest posłuszna i grzeczna. Zdecydowanie ożywa na spacerkach.

Wczoraj powitała Simbę donośnym szczekiem i burczeniem. Chyba już mu pokazała, że to jej domek a teraz to on jest tu gościem. Niestety musimy je jeszcze separować. Na spacerkach nie ma problemu. Simba biega i ją ignoruje, ale ona chce się bawić i cały czas się za nim rozgląda, stara się podejść jak najbliżej. W domu do niego też ciągnie, wtedy on potrafi na nią poburczeć. Tak nieelegancko się zachowuje wobec Lusi, chyba też jest trochę zazdrosny i za dużo się dla niego działo w ten weekend. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej.

Rodzice mówią, że Lusia stała się prawdziwym gwiazdkowym podarkiem od losu.